ŁADOWANIE

Turcja- trudne początki, ale poznajemy się lepiej

DreamCatchersJourney_Turcja

Turcja- trudne początki, ale poznajemy się lepiej

Podróży ciąg dalszy- etap turecki

Kilka dni temu, jak mogliście się zorientować po naszej fantastycznej mapce (Ci co nie mają jeszcze aplikacji na telefonik to ściągamy, raz raz: TUTAJ ), rozpoczęliśmy etap turecki. Etap turecki jest o tyle charakterystyczny, że tu już okres asymilacyjny, jaki przeżywamy przy każdorazowym wjeździe do nowego państwa, drastycznie się wydłużył, bo aż do dwóch dni. W głównej mierze zawdzięczamy to tureckim kierowcom, także dzięki chłopaki, ale nie tylko im, o czym dowiecie się za chwilę.

Trudne dobrego początki

Żeby dać Wam wyobrażenie tego, jaki szok przeżyliśmy przedzierając się przez północno- zachodnią część Turcji po super wyluzowanej Macedonii czy Grecji użyję pewnej, mam nadzieję, znanej analogii. Pamiętacie te akcje, jak w Lidlu pojawiły się crocksy albo karpie przed świętami? Ludzie rzucili się wtedy w kierunku koszy, jakby od tego zależało ich życie. To teraz wyobraźcie sobie, że w nosie macie crocksy czy karpie, ale na Wasze nieszczęście musicie udać się po coś w tym samym kierunku co wspomniana grupa. Niechętnie, ale z konieczności dołączacie do tego nurtu. Tak mniej więcej jeździ się po Istambule. Akurat jedziesz w tym samym kierunku co inni kierowcy, ale Ci inni kierowcy zachowują się, jakby brali udział w wyścigu po crocksy. Nie ma żadnych zasad, o czym, na wypadek jakbyśmy nie zdążyli zauważyć, poinformował nas pewien turecki motocyklista, spotkany akurat pod mostem w czasie  intensywnego deszczu. A propos deszczu, jeśli myślisz, że nie może być już gorzej na drodze, to akurat zaczyna padać deszcz. Taka ludowa mądrość.

Spanie na spontanie

W takiej oto atmosferze jechaliśmy sobie niecałe dwa dni z silnym postanowieniem, jak najszybszego dotarcia do Kapadocji. I prawdopodobnie drugiego dnia nastroje mielibyśmy dużo lepsze, gdybyśmy poprzedniej nocy się wyspali. Ale się nie wyspaliśmy. A to dlatego, że trafiliśmy do dziwnego hotelu w dość dziwnym miejscu. Tani, odpustowy blichtr (złoto, greckie kolumny w połączeniu z niebieskim światłem) i znudzone panie Rosjanki siedzące w hotelowym lobby, które odwoził i przywoził miły Pan w czarnym samochodzie. Dokładnie tak, zgadliście. Intuicja Was ani z resztą nas nie zawiodła, ale byliśmy zbyt zmęczeni, żeby szukać czegoś dalej, a pokój był schludny, super tani i cena obejmowała śniadanko. Także zostaliśmy. Niestety w nocy ruch na piętrze był tak duży, a głupio trochę było wyjść na korytarz i poprosić o ciszę, że mimo zatyczek w uszach, nie możemy jej zaliczyć do przespanych.

Absolutnie jednak naszą intencją nie jest narzekanie! Turcja jest cudowna, ma też fantastyczną motocyklową brać. A co robimy teraz? Cóż, teraz wypoczywamy sobie w przepięknej Kapadocji w miejscowości Goreme. Wiele razy słyszeliśmy, że jest to jedno z miejsc, które przynajmniej raz w życiu trzeba zobaczyć i powiem tyle, a Jastrząbek się pod tym podpisze, TO PRAWDA.

 

Pozostaw komentarz