ŁADOWANIE

Turkmenistan- halo coś tu poszło nie tak

DreamCatchersJourney

Turkmenistan- halo coś tu poszło nie tak

Turkmenistan, a w szczególności jego stolica Ashgabad to, jak spełnienie marzeń, jakiegoś świra. Nie jest łatwo, a już na pewno nie jest tanio się tam dostać, ale jak się uda, to czekają Was niezapomniane wrażenia z cyklu „ O CO TU CHODZI”.

Jak dostać wizę tranzytową?

Jak dostać wizę pozwalającą na tranzyt przez ten wspaniały kraj, bo tematu wizy turystycznej nawet nie będę tu poruszać? To całkiem proste (Żart). Trzeba przede wszystkim udowodnić, że naprawdę chce się przez Turkmenistan tylko przejechać. Należy więc posiadać wizę do kraju następnego, czyli np. do Kazachstanu czy Uzbekistanu. Następnie należy udać się do ambasady lub konsulatu Turkmeńskiego, złożyć list, w którym prosi się o pozwolenie na przejazd, wypełnić 2 aplikacje, zawierające praktycznie ten sam zestaw informacji, dać 2 zdjęcia, ksero paszportu oraz wizy, w naszym przypadku, uzbeckiej.  Po 7 dniach wystarczy zadzwonić i zapytać czy wniosek został zaakceptowany, a jeśli tak, to po kolejnych paru dniach można go odebrać z dowolnego konsulatu Turkmeńskiego wskazanego w liście błagalnym. Szanse na przyjęcie wniosku są naprawdę duże. W 2016 roku wynosiły ok 50% (i kolejny żart). Ale hola hola, przecież nie jesteśmy z pierwszej lepszej łapanki. Macie tu do czynienia z etatowymi  dziećmi fortuny, dlatego w zasadzie założyliśmy, że uda się te wizy tranzytowe dostać i oczywiście dostaliśmy.

DreamCatchersJourney

Wniosek w Teheranie, odbiór w Mashadzie

Wniosek składaliśmy w ambasadzie w Teheranie, odebrać wizy chcieliśmy w Mashadzie, który jest całkiem blisko granicy z Turkmenistanem. W Mashadzie znalazłam hotel, jakiś kilometr od konsulatu, co, jak się potem okazało, było dobrym posunięciem. Wstajemy więc pewnego dnia rano z mocnym postanowieniem udania się do konsulatu po odbiór naszych wiz. Jeszcze tylko upewnijmy się w internecie o której otwierają…. Google podpowiada, że dziś zamknięte… Co dziś za dzień? NIEDZIELA?! Przedłużyliśmy zatem pobyt w hotelu o jeden dzień, poobijaliśmy się trochę, następnego dnia rano wstajemy ponownie z mocnym postanowieniem udania się do konsulatu. Pełni werwy i zapału podreptaliśmy tam spacerkiem, a tu Pani w okienku mówi, że musimy wypełnić aplikacje, dostarczyć zdjęcia, ksero paszportu, wiz… generalnie prawie ten sam zestaw dokumentów, co składaliśmy w Teheranie plus po 55 dolków za wizę. Pełni werwy i zapału podreptaliśmy więc z powrotem do hotelu wypełnić aplikacje i skserować dokumenty. Po jakimś czasie, wracamy już z nieco mniejszych zapałem i bez werwy do okienka, a tu Pani mówi, że wszystko dobrze i że na jutro będą gotowe. JUTRO?! No to się zaczęło: piękne uśmiechy, błagania, że dzisiaj, prosimy ślicznie, pani kochana, żeby dzisiaj, bo my już musimy wyjechać… Pani w końcu dała się namówić, odbiór mieliśmy zaplanowany na 12:00. To co? Podreptaliśmy znowu do hotelu.

DreamCatchersJourney

Na granicy

Na granicę Irańsko- Turkmeńską dojechaliśmy o 15:30. Zatrzymaliśmy się jeszcze w spożywczaku kupić jakiś serek, pogadaliśmy z gościem na kasie, zrobiliśmy sobie z nim zdjęcia, wymieniliśmy kontami na Instagramie. 15:40 już na zakończenie naszej pogawędki gość na kasie mówi, że tak w ogóle to granicę zamykają o 16:00, więc chyba musimy już jechać. Była to najszybsza odprawa celna w historii Iranu. 16:00 przejeżdżamy przez Turkmeńską bramę. Udało się, odprawią nas. Dzieci fortuny nadal w grze.  Na Turkmeńskiej granicy zostawiliśmy mnóstwo pieniędzy. Co chwila ktoś wystawiał nam rachunki za coraz to dziwniejsze rzeczy, np. dezynfekcja motocykla- 1 dolar (oczywiście się nie odbyła), opłata za wjazd- 15 dolarów, rekompensata za paliwo (w Turkmenistanie benzyna jest tania i po części opłacana przez rząd)- 24 dolary, procedowanie naszego wniosku- 5 dolarów itd. Dane nasze oraz naszych motocykli zostały wpisane w sumie do jakichś 6 różnych zeszytów, oczywiście z błędami, bo kiedy zwróciłam panu uwagę, że pomylił się w numerze VIN mojego motocykla to roześmiał się i machnął ręką. Dostaliśmy karteczkę z wytyczoną trasą, jaką możemy jechać ze stanowczym zakazem zbaczania z niej. Następnie przeszukali nasze bagaże i byliśmy gotowi ruszać na podbój stolicy. Ale zaraz zaraz, ktoś tu chyba nie wyłączył zapłonu na 2 godzinki i komuś tu padł akumulator… Nie zdradzę imienia tej damy. Uruchomiliśmy na pych.

DreamCatchersJourney
Ze stolicy do Derweze

Ashgabad. Miasto makieta w rozmiarze 1:1. Mnóstwo monstrualnych pomników- „czopków” upamiętniających wielkie nic. Ludzie zatrudnieni do czyszczenia barierek na ulicach szczoteczkami do zębów, puste ulice mające po 4 pasy w jedną stronę, niezamieszkałe wysokie apartamentowce i cały wachlarz drogich hoteli. A, i jeszcze park rozrywki. Jeśli nie wybieracie się do Korei Północnej, a chcielibyście poczuć, jaki jest klimat w państwie z totalitarnym reżimem w tle, to jest to dobre miejsce na początek. Z Ashgabatu pojechaliśmy do Derweze. Jest tam na środku pustyni taki karter zwany „Wrotami Piekieł”, a to dlatego, że od ponad 40 lat pali się w nim gaz. Inżynierowie radzieccy, po tym jak zapadła się tam maszyna wiertnicza, a z krateru zaczął ulatniać się metan wykoncypowali, że najlepiej będzie krater podpalić. I voila, atrakcja turystyczna na następne kilkadziesiąt lat, w państwie, w którym nie ma nic ciekawego oprócz pustyni, gotowa. Oczywiście nie ma żadnego znaku typu „Witamy w Derweze” albo „Krater w tę stronę”. Nic z tych rzeczy. Dojeżdża się do posterunku policji mniej więcej w miejscu, gdzie powinna już być ta wioska, zadaje się pytanie o treści „KRATER??”, a następnie udaje się w głąb pustyni we wskazanym przez policjanta kierunku.

DreamCatchersJourney

Ten słynny krater

Znalezienie „Wrót do piekieł” nie byłoby dla nas takie trudne, gdyby pan Jastrząb będąc przy kraterze nie zadecydował „E to nie ten, za mały”. Dla mnie wyglądał na całkiem spory, ale właśnie rozpoczęliśmy kampanię nieodzywania się do siebie z powodów różnych, więc nie miałam ochoty podejmować dyskusji. Zatem przez następne 1,5 h jeździliśmy po pustyni szukając większego krateru. W końcu zrezygnowani i zmęczeni zdecydowaliśmy rozbić obóz w okolicy naszego pierwszego znaleziska. Rozbiliśmy namiot, ugotowaliśmy coś do jedzenia, patrzymy, a dookoła krateru zaczynają zjeżdżać turyści. Dodatkowo do naszego obozu dołączył, niczym wabiony zapachem dopiero co ugotowanego makaronu, Niklas- 28 letni motocyklista z Niemiec. Wtedy mieliśmy już pewność. To TEN SŁYNNY KRATER.

DreamCatchersJourney

Na koniec kilka ciekawostek znalezionych o Turkmenistanie. Rządzi tam niepodzielnie taki pan z grubymi, gęstymi czarnymi brwiami. Ciężko go przeoczyć, bo uśmiecha się z każdej gazety, każdego pokoju, przystanku czy sklepu. Nie ma wolności mediów, wszystko jest kontrolowane przez władze. Istnieją oczywiście programy socjalne, w końcu to kraj bogaty w złoża takie jak gaz czy ropa. W związku z tym Turkmeni za darmo mają energię czy wodę, a benzyna jest bardzo tania. Inną sprawą jest za większość mieszkająca na wsiach nie ma dostępu do urządzeń sanitarnych czy elektryczności. To pierwsza nasza wizyta w kraju objętym tak totalitarnym reżimem. Pewnie ostatnia.

Pozostaw komentarz