ŁADOWANIE

Tajlandia – Dojechać tam motocyklem

DreamCatchersJourney

Tajlandia – Dojechać tam motocyklem

Tajlandia to wśród Polaków bardzo popularna wakacyjna destynacja. I nie ma w tym nic dziwnego, bo wszystko się tam ZGADZA. Szczyt sezonu przypada na środek Polskiej zimy, żarcie jest tam dobre i tanie, można spać za przyzwoite pieniądze w przyzwoitych warunkach, Tajowie zorganizują Ci dojazd, gdzie tylko chcesz i kiedy chcesz, a w dodatku większość na ogół jest miła i pracuje z uśmiechem i z zaangażowaniem, żebyś miał udany pobyt. Kulturowo jest to kraj bardzo odmienny, jest więc, co zwiedzać i oglądać. Wreszcie, łatwo jest tam dolecieć  i można to też zrobić TANIO, a jakiś czas temu dwójka Polskich motocyklowych podróżników przetestowała dla Was dojazd do Tajlandii drogą lądową! Zapraszam więc do motocyklowej Tajlandii! Ah, dodam tylko, że nie będzie to kolejny przewodnik w stylu „jak dostać się na Koh Phi Phi” czy „5 rzeczy, które musisz zobaczyć w Bangkoku”, więc jeśli tego szukacie to tu nie znajdziecie 😛

Oficjalnie wymagany przewodnik

Tajlandia OFICJALNIE należy do krajów, do których, od lutego 2017, nie możecie wjechać własnym środkiem transportu BEZ PRZEWODNIKA. Stało się tak za sprawą jednej z moich ulubionych nacji- Chińczyków. Tu nastąpi mała dygresja, trochę spojler, ale dzięki temu będziecie mieli lepsze wyobrażenie. Piszę tego posta z Nowej Zelandii, gdzie drogi na ogół są puste, przed wszystkim, co może stanowić POTENCJALNE niebezpieczeństwo jest znak, żeby uważać, np. kręta czy wąska droga, a ogół uczestników ruchu przestrzega przepisów. I nawet tu, w takich okolicznościach przyrody, na prostej pustej drodze CHIŃCZYK potrafi dachować, potrafi nie zaciągnąć ręcznego i wjechać z parkingu do rzeki, potrafi pomylić w automatycznej skrzyni biegów Drive z Reverse i skończyć w jeziorze. Wyobraźcie sobie teraz, co się dzieje w kraju, gdzie ruch jest bardziej wymagający. W Tajlandii było tyle wypadków spowodowanych przez Chińczyków, łącznie z wypadkami śmiertelnymi i ucieczką sprawcy za granicę, że rząd w końcu powiedział BASTA. Oficjalnie.

DreamCatchersJourney- Tajlandia

Sprawa poważna i bardzo droga

Oficjalnie jest tu słowem kluczem, bo Tajlandia ponoć słynie z propagandowego trąbienia o niektórych rzeczach,  w rzeczywistości nie zmieniając nic lub niewiele. Ale któż to mógł wtedy wiedzieć! Przez pewien czas wśród motocyklowych i camperowych podróżników zapanowała swego rodzaju panika i była ona uzasadniona. Ktoś najpierw na dużym podróżniczym forum opublikował to nowe rozporządzenie, następnie swoje usługi zaczął tam reklamować Tajski Przewodnik, a kolejni podróżnicy dzielili się swoimi doświadczeniami o tym, jak nie zostali wpuszczeni do Tajlandii i musieli na granicy organizować przewodnika. Sprawa wyglądała naprawdę poważnie i bardzo drogo. W tym ogólnym popłochu, nawet nam nie przyszło do głowy by przyjrzeć się sprawie z trochę innej strony i przeanalizować pewne fakty. Na szczęście w odpowiednim momencie na scenie naszego życia pojawili się odpowiedni ludzie. I to jest pewna mądrość, którą nabywa się w trakcie długiej podróży. Na każdego przyjdzie pora, żeby w pewnym momencie dużo zapłacić, czasem jednak to po prostu nie jest Twój czas. I to nie był nasz czas.

DreamCatchersJourney- Tajlandia

Dziwny przypadek

Ale już tłumaczę, o co chodzi. Do Tajlandii podróżnicze drogi lądowe prowadzą przez Mjanmę lub, jakby ktoś jechał od południa, przez Malezję. (Niedługo będzie dla turystów otwarta również granica Mjanma- Laos, dojdzie więc kolejna opcja, na razie jej nie liczę). W Mjanmie, jak pamiętacie również musieliśmy mieć przewodnika, a tak się składa, że Birmańscy przewodnicy od razu, przy pierwszej rozmowie sugerują bardzo popularną i dużą Birmańsko- Tajską granicę przez Most Przyjaźni, granica Myawaddy- Mae Sot. Proponują też pomoc w zorganizowaniu przewodnika po Tajskiej stronie. I cóż, na tej granicy faktycznie przewodnik to konieczność, dziwny przypadek co. Możliwe, że domyślacie się już reszty. Wystarczyło pojechać na inną, mniejszą granicę 😛

Francuzi

Za naszym sukcesem stoją Francuzi, z którymi byliśmy ustawieni na wspólny przejazd przez Mjanmę. Na dzień przed spotkaniem na Indyjsko- Birmańskiej granicy napisali do nas, że chcą zmienić trasę i jechać na małą Birmańsko- Tajską granicę w Taschilek, bo mają informację, że jakiejś grupie tydzień wcześniej udało się wjechać bez przewodnika. RZECZ JASNA, poszliśmy w to! W zorganizowaniu dokumentów potrzebnych do okazania na tajskiej granicy pomógł nam z kolei David, Brytyjczyk na stałe mieszkający w Tajlandii, który swoją wiedzą dotyczącą procedury tymczasowego importu podzielił się już z innymi ekipami, którym się udało. To też ważna życiowa lekcja o Tajlandii. Na granicy musisz być pewny siebie i dokładnie pokazać celnikom palcem, co mają zrobić, ale w taki sposób, żeby myśleli, że oni na to wpadli i że robią wszystko wg. procedur. W końcu kto by na małej granicy zawracał sobie głowę wprowadzaniem w życie nowych regulacji w sprawie turystów we własnych pojazdach, kto by je w ogóle czytał. No i co, welcome to Thailand 😉

 

Turyści skuterzyści

Jesteśmy szczerymi fanami białych turystów na skuterkach w egzotycznych krajach. Kibicujemy im zawsze mocno, boimy się ich nie mniej. Tak łatwo ulega się złudzeniu, że skoro wszyscy jeżdżą skuterami i to taki popularny środek transportu, to w takim razie to nie MOŻE być trudne. I nie jest to specjalnie trudne, ale nie nabywa się umiejętności jeżdżenia jednośladem tylko dlatego, że wszyscy wokół jeżdżą albo, że jest się w Azji Południowo Wschodniej. Najbardziej bawią teksty pokiereszowanych osób, ze zdartymi łokciami, poharatanymi stopami albo dziurą w kolanie, że „jazda skuterem jest bardzo prosta, po prostu był PIASEK NA ZAKRĘCIE”. LOL. Najpierw się naucz jeździć, a potem wypożyczaj.

DreamCatchersJourney- Tajlandia

Chiang Mai

To jest w sumie dobry moment, żeby naświetlić pewne różnice pomiędzy długodystansową podróżą własnym środkiem transportu, a wakacyjnym zwiedzaniem. Czasem dostajemy pytania, typu: „Co warto zobaczyć w Chiang Mai” albo „Co robiliście na Bali”. Odpowiedzi mogą być średnio satysfakcjonujące z punktu widzenia turystycznego 😛 W Chiang Mai np. zrobiliśmy przegląd Hondy, wymieniliśmy opony w BMW, znaleźliśmy fryzjera, zrobiłam pedicure, spotkaliśmy się z paroma motocyklistami, którzy nas zaprosili na kawkę, poszliśmy na zakupy do Centrum Handlowego, bo zbliżały się Święta Bożego Narodzenia i jedliśmy na Nocnym Markecie codziennie, bo było tanio i blisko. Ale żebyśmy potrafili nazwać jakoś ten Nocny Market albo wskazać na mapie… Na pewno gdzieś niedaleko warsztatu.

Mae Hong Son

Robiąc słynną pętlę Mae Hong Son znaną z pierdyliona zakrętów, a precyzyjniej z 1864 zakrętów, miały miejsce dwa fajne wydarzenia. Pierwsze, spotkaliśmy Polaka Marka, a był to pierwszy Polak spotkany od dawna. Nawet mieliśmy skoczyć na browarka, ale lało cały wieczór tak jakby ktoś lał z nieba wodę z wiadra, więc się nie udało. Jeśli to czytasz to PIONA! Drugie wydarzenie miało miejsce w Pai, gdzie w hostelu naszym sąsiadem był Jimi. Jimi Watusi– Amerykanin z pochodzenia, rastafarianin z wyboru, super śmieszny gość, oznajmił nam, że jest w trakcie swojego muzycznego Turnee po Azji i zaprosił na swój reggae koncert. Powiem tyle, że na koncercie bawiłam się tak dobrze, że dostałam własny tamburyn.

Pattaya

Jeśli jest ktoś wśród naszych czytelników, kto odwiedza Pattaya ‘e z własnej, nieprzymuszonej woli, kto nie ma tam niczego do załatwienia i jedzie tam w celach czysto wakacyjnych, to ja bym się chciała dowiedzieć dlaczego. Przysięgam to było najgorsze miejsce w jakim byłam. Pamiętacie David’a, tego co pomagał przy dokumentach, jakie były potrzebne na granicy? To on właśnie mieszka w Pattaya ‘i, w dodatku prowadzi hotel dla zmotoryzowanych podróżników. Podjechaliśmy dać mu dziękczynną flaszkę i zostaliśmy parę dni. Jedyna fajna rzecz, jaka się tam wydarzyła to to, że poszliśmy do kina na Bohemian Rhapsody ( choć w sumie po drodze do kina dostaliśmy mandat 2000 bhat za brak kasków i dokumentów do motocykla, no ale film był dobry). Sam David też był super i miał fantastycznego psa Hovis’a. A, i jeszcze znaleźliśmy “tymczasową babcię”, która robiła nam codziennie pysznego pad thai’a. To tyle. Reszta to obraz totalnego zepsucia, pijanych Rosjan, ponaciąganych Rosjanek z ustami glonojadów, starych pomarszczonych Brytyjczyków łapiących Tajki za tyłki. David nalegał, żebyśmy przeszli się tzw. Walking Street i dali znać jak wrażenia. Wpiszcie sobie w google i wytłumaczcie mi, dlaczego chodzą tam rodziny z dziećmi.

Rezydenci

Święta Bożego Narodzenia i Sylwestra postanowiliśmy spędzić na naszej ulubionej wyspie, Koh Kood. Odwiedziliśmy ją wtedy w naszej życiowej karierze już po raz trzeci. Bez wątpienia możecie więc wysnuć wniosek, że naprawdę nam się tam podoba. To teraz żeby było jeszcze śmieszniej. Jakieś 2 miesiące później odwiedziliśmy tę wyspę po raz czwarty, bo w lutym zrobiliśmy tam małe spotkanie rodzinno- przyjacielskie. Spędziliśmy tam w sumie jakiś miesiąc, siedząc niczym rezydenci i obserwując zmieniające się turnusy. Nam na jakiś czas już tej wyspy wystarczy, ale Wam gorąco polecamy!

Tajlandia z motocyklem- gdzie się dało

Odwiedziliśmy też kilka innych wysp, tam gdzie się dało zabieraliśmy razem z nami motocykle, tam gdzie się nie dało, kombinowaliśmy bezpieczne miejsca, żeby je zostawiać. Nie było trudno. Jedni Tajlandię lubią inni skarżą się na tłumy turystów. Dla nas Tajlandia to było wytchnienie. Miejsce, gdzie wszystko bardzo łatwo dostać, łatwo załatwić, łatwo znaleźć nocleg, paliwo, jedzenie. Ludzie z reguły są uśmiechnięci i pomocni, a ruch uliczny duży, ale bez ekstrawagancji. Łatwy kraj, łatwe wakacje 😊

 

Pozostaw komentarz